Cel

Ale po co? Gdybym dostawał grosz za każdym razem, kiedy słyszę to pytanie, pisałbym ten tekst sącząc lodowate mojito na pokładzie jachtu, na widok którego Onasis spuściłby z rozpaczy swoją łódeczkę na dno przystani w Monako. Zadawali mi je prawie wszyscy ludzie, z którymi rozmawiałem o flashmobach. Niezależnie od wieku, płci, zawodu, pytania o sens takich akcji wracały jak nieznośne deja vu.

Bo gdzie tu sens? Stado niedorozwiniętych umysłowo baranów ufajdanych barwnikiem spożywczym i mąką łazi po mieście naśladując potworki, widziane w telewizorze albo odgrywają sceny z reklam – drugiego po filmach o trupach, a zarazem ostatniego znanego im źródła kultury. Takich powinni zamykać w specjalnych zakładach. A tak, kiedy człowiek wykończony po tygodniu pracy chce sobie jabłka kupić, niestety nie może, bo banda kretynów świetnie się bawi stojąc nieruchomo między półkami w markecie. A jabłka dobre i zdrowe są. Usuwają wolne rodniki z organizmu, więc jest szansa, że obywatel trochę dłużej sobie pożyje. A raczej byłaby szansa, gdyby nie idiota, który sterczy przy tych cholernych jabłkach jak manekin w haemie i blokuje wszystkim dostęp do czempionów. Po co?

Mijam przechodniów na ulicy i czasem widzę to w ich oczach, w sposobie chodzenia, w głosie. Od zawsze ktoś im mówi co mają robić, a czego lepiej nie. Są oplecieni siecią zasad, których przestrzegania się od nich oczekuje. Przestrzegają ich. To wygodne. Nie zastanawiają się, czy te zasady są słuszne. Przyjmują je jak dogmaty. Ich sposób myślenia jest nieprzerwanie urabiany przez filmy z fabryk hollywood i reklamy, które wbijają im do głów jedną z naczelnych zasad: mieć znaczy być. I wszystko jest okej. Wiedzą gdzie będą za rok i za pięć lat. W środę pójdą do kina na film z fajnymi efektami, w sobotę do galerii, może będzie dobra przecena. W tym sezonie modny jest kolor biały i pionowe paski.

Mijam przechodniów na ulicy i czasem widzę to w ich oczach, w sposobie chodzenia, w głosie. Czują, że coś jest nie tak. Praca jest, rodzina jest, telewizor elsidi i fajne japońskie auto. Posłusznie stosują się do norm postępowania wyznawanych przez “wszystkich”, ale sami zaczynają w nie wątpić. Podważają oczywistości, budzą się.

Kiedyś rewolucje wiązały się z buntem przeciwko zasadom, mającym źródło w nagiej przemocy. Żeby obalić niewolnictwo, ludzie musieli w krwawej walce stawić czoła tej samej brutalnej sile, której używano do podtrzymywania tego stanu przez wieki. Dziś przychodzi nam walczyć z umysłowym niewolnictwem .Dziś potrzeba rewolucji w naszych głowach. Rewolucji, która popchnie ludzi do pytania, na ile sami kierują swoim życiem, a na ile kieruje nim jego otoczenie. Do refleksji nad dogmatami od zawsze wbijanymi nam do głów.

Kiedy człowiek idzie sam, idzie we własnym rytmie. Kiedy idzie w grupie, reguluje swój chód do chodu całej grupy. Cała sztuka polega na tym, żeby iść w grupie, ale nie stracić własnego rytmu.

Zaczynamy rewolucję.
Naszą amunicją jest śmiech, taktyką - zaskoczenie, metodą – prucie dziur w rzeczywistości.

Chcemy robić coś co nie przyniesie nam zysku.
Chcemy robić coś, co nie rozwija naszej wiedzy ani kondycji fizycznej.
Nie oczekujemy wdzięczności ani aplauzu.
Chcemy poczuć, że jeszcze żyjemy.
Chcemy chwycić dzień z całych sił.
Chcemy żyć chwilą chociaż przez chwilę.
Chcemy wyrwać ludzi ze snu.

Razem pokażemy im, że nie muszą tkwić w szarej codzienności, jeśli tylko zerwą z zasadami, które ich w tą codzienność wciskają. Razem ich obudzimy.
Nadszedł czas. Macie amunicję? Cel! Pal!

kihu

Supermarket